miércoles, 1 de junio de 2016

Jeszcze karmisz piersią?

(Esta entrada en español aquí).

(Przede wszystkim chcę, żeby były jaśne trze rzecze: 1. ten post nie napiszę z złością, też nie chcę obrazić nikomu, też nie jestem zła, na tych, co mi zadawali to pytanie -z słowami lub bez nich-; 2. tak samo jak chcę, żeby mnie szanowali, ja też szanuję matki, które zdecydowały karmić butelką i uważam, że są takie dobre matki jak te co karmią piersią; 3. cel tego tekstu nie jest przekonać - nie chcę przekonać nikogo do tego, żeby zrobił tak jak ja, chcę tylko tłumaczyć czemu ja tak robię a, jeżeli chcecie mnie zrozumieć, to fajnie, jeżeli nie, to chociaż szanować decyzja, która brałam świadomie. Nikt mnie nie prał mózg, nikt mnie nie zamienił w fanatyką ekstremistą cycka).




Często się spotkam z takim pytaniem. Nie zawsze zadane w tym sposób, nie zawsze zadane w ogóle (czasami po prostu widać to jak na mnie patrzą). Przepuszczam, że sporo ludzi się zastanawia dlaczego. Ja też mam pytanie do nich: a czemu nie?

No dobra, szczerze mówiąc mam więcej niż jedno pytanie...

Karmienie piersią jest naturalnym sposobem karmienia dla ssaków. Czy nam się to podoba czy nie, my jesteśmy ssakami. Czemu bym wolała karmić swojego dziecka sztucznym mlekiem kupionym w aptece, które oprócz tego, że jest strasznie drogie, zostało tworzone w laboratoriach lub fabrykach? Czemu bym wolała dawać dziecku mleko z innego zwierzęcia (tak, chodzi mi o krowie)? Uwaga! Z tymi pytaniami nie chcę krytykować matkom, które wolą tak karmić swojego dziecka, każda matka ma prawo karmić dziecko takim mlekiem jak sama zdecyduje. Ja się pytam czemu ja muszę zmieniać rodzaj mleka, które ja dam swojemu dziecku i czemu ktoś by pomyślał, że te inne mleka są lepsze od mojego (stworzone przez moje ciało specjalnie dla mojego dziecka).

Często powodem, dla którego opłaca się karmić dziecko mlekiem modyfikowanym jest wygoda. A jeżeli dla mnie jest wygodny karmić piersią? Jeżeli jest wygodne dla mnie to, że mam zawsze przy sobie, że nie muszę podgrzać, kupić, wlać do szklanki, zastanawiać się ile mu dawać...? Nie rozumiem czemu miałabym przestać karmić go piersią po to, żeby mu dawać inne mleko, które -wszyscy to wiemy- nie jest lepsze.

Czemu jeszcze karmię piersią? Szczerze mogę powiedzieć, że rozważyłam plusy i minusy: plusy mnie przekonały (niektóre więcej niż inne), ale nie było ani jeden minus, który mnie przekonał. Na prawdę, ani jeden. Mogę nawet powiedzieć, że ten minus, który mi chyba najbardziej przeszkadza (a to jest absurdalne z mojego punktu widzenia i nie jestem z tego dumna) jest fakt, jak ludzie na mnie patrzą, co niektóre myślą... Ale jak rozważyłam ten minus pomyślałam: na prawdę będę przestała robić coś, co ja uważam, że jest lepsze, tylko przez to jak patrzą na mnie lub co myślą o mnie? Ci co mnie dobrze znacie wiecie, że tak nie będzie. Więc, choć nie czuję się komfortowo z tym, jak niektóre patrzą na mnie lub z tymi minami, które robią, choć nie lubię czuć jak mnie osądzają, choć dla mnie takie pytania jak "jeszcze karmisz piersią???" są trochę niekomfortowe (jak idą z intonacją lub miną, która pokazuje, że mnie osądzają za to), mimo tego wszystkiego nie zamierzam przestać na razie karmić go piersią ponieważ wierzę, że to jest dla niego dobry.

A jeżeli się mylę? No cóż, co można zrobić, jako matka też mam prawo się mylić.

A jeżeli w tym sposób szkodzę dziecka? Proszę... Jak mam szkodzić dziecka karmiąc go piersią? Szkodzi krowa cielę karmiąc go? Pytanie wydaje mi się dość absurdalne... Też mi się wydaje absurdalne, że ludziom tak mocno to martwi ale nie martwi im jak widzą dzieci, które jedzą same fastfood, lub same słodycze lub chrupki, lub gazowane napoje...

Jeżeli chodzi o uszkodzeniu rozumiem, że niektóre myślą, że karmić piersią kiedy są "duże" może spowodować "zależność"... No tak, bo moje dziecko jest super niezależne, każdy dwulatek jest, a karmiąc go piersią może spowoduję u niego przedwczesną zależność... dwulatek który jest jeszcze zależne od mamy? Jaki wstyd! Mieszkać u rodziców w wieku 30 (jak prawie każdy Hiszpan) można, ale być karmione piersią w wieku dwóch lat... Proszę! Nie jestem pewna skąd ta myśl, że karmić piersią "starszemu" dziecku może być zły dla dziecka (rozumiemy jak "starszy" ten, który ma ponad rok, czasami ponad 6 miesięcy -w Niemczech powiedzieli mi w recepcji u ginekologa, że to nie normalne, że go karmię piersią jak ma 8 miesięcy, aż wolę tego nie komentować...-). Zastanawiam się, czy ludzie, którzy tak myślą, są świadomi tego, że mleko modyfikowane istnieje od niedawna, że kiedyś tego nie było w ogóle i trzeba było karmić piersią, KAŻDEMU DZIECKU; kobiety "biedne" by to same zrobiły a kobiety "bogate" by zatrudniły kobietę, która by to zrobiła. Czy to znaczy, że jeden wiek temu (i wcześniej i nawet jeszcze później) wszystkie dzieci były rozpuszczone i zależne od swoich matek, poszkodowane przez tą manię z karmieniem piersią? Jakoś wątpię... Znaczy to, że w takich krajach jak, na przykład Afryka, gdzie matki karmią swoich dzieci dłużej wszyscy dzieci mają problemy psychologiczne i zależność od swoich matek, prawdopodobnie kompleks Edypa? Czy na prawdę nie jesteśmy świadomi, że mleko modyfikowany jest kolejnym wynalazek krajów "rozwiniętych"? Kraje "Trzeciego Świata" (które, w niektórych sensach są prawdopodobnie bardziej rozwinięte niż kraje "rozwinięte") są pełne dzieci z problemami, poszkodowane przez karmieniem piersią? 

Mogę jeszcze dodać, że znam osobę bardzo mi bliską, która była karmiona piersią do pięciu lat. To jest starsza ode mnie osoba i mogę Was zapewnić, że nie ma problemów psychologicznych, nigdy nie była zależna od matki, nie miała kompleksu Edypa, nie jest słabą osobą... Nic negatywnego nie ma w tej osobie co dało mi do myślenia, że fakt, że była karmioną piersią do pięciu lat ją poszkodowało. Tak na prawdę nawet myślę, że to mocna osoba, niezależna, z na prawdę mocnym charakterem. I nie, NIE, mama tej osoby nie była hippisem, nawet nie była blisko tego. Co znaczy, że jakiś 50 lat temu (czyli nie trzeba nawet się cofnąć do wieku temu) karmić piersią "długo" było normalne.

Co ja myślę, tak szczerze? Skoro jestem dość negatywnie nastawiona jeżeli chodzi o przemysłem farmaceutycznym to co ja myślę jest, że w jakimś sposobie zrobili tak, żeby każdy z nas myślał, że karmić piersią przez duże okres (czy nawet w ogóle karmić piersią) nie jest dobre, nie jest nawet naturalny (!) Jest czymś straszny, co może spowodować problemy psychologiczne twoim dzieciom, kompleksy Edypa i inne rzecze o wiele gorze. Czemu by przemyśl farmaceutyczny coś takiego robił? No to jest chyba jasne! Bo gdyby każda matka karmiła piersią nikt by nie kupił mleka modyfikowanego, który jest super drogi. Czyli po prostu przemyśl farmaceutyczny zbyt dobrze na tym zarabia. Cycek to wróg.

Czyli dla mnie to co zrobiła społeczność ogólnie z karmieniem piersią i szczególnie z karmieniem piersią "dużych dzieci" to fakt, że nas przekonała tak samo jak nas przekonała, że zęby mają być proste (żeby wydawać pieniądze w aparatach ortodontycznych, inaczej proszę mi powiedzieć tylko jedna osoba, która ma proste zęby i nie używała aparatu: krzywe zęby są coś normalnego, społeczność nas przekonała, że nie są ładne, żebyśmy wydali na nich kasę), tak samo jak nas przekonała, że włosy na nogach kobiety są brzydki (ile pieniądze na to idzie, maszyny do depilacji, żyletki, depilacja laser... i nawet nie jesteśmy świadomi, że nie tak dawno temu nic z tego nie istniało i wszystkie kobiety miały nogi pełne włosów; jakby serial Spartacus był wierne, te wszystkie seksowne kobiety, nie tylko nie byłyby takie seksowne, ale i miałyby nogi takie włochate jak każdy mężczyzna z serialu; ale oczywiście, wtedy widzów by nie było, bo kto by chciał to oglądać...) Czyli tak, nie uświadamiamy sobie, że to też jest jedna z tych rzecze, którą społeczeństwo wsadzała nam w głowie, że karmić piersią "dużych" dzieci nie jest normalne. No sorry, ale mi się nie wydaje, że to MNIE prali mózg w tej sprawie, raczej miałam go prane wcześniej, kiedy też tak myślałam (tak, ja też kiedyś tak myślałam) i udało mi się wyrzucać te uprzedzenia z mojej głowy, tak samo jak zrobiłam z moimi biednymi zębami. (Z włosami na nogach jednak pranie mózgu było skuteczne w tej sprawie już nie dałam radę tego zmienić - czyli tak, dla mnie włosy na nogach u kobiet też są okropne...)

Tak więc, nie, Panie i Panowie, nie karmię piersią moje dziecko dlatego, że jestem hippisem; nie karmię piersią moje dziecko dlatego, że jestem "wariatką cycka" lub "paranoiką cycka" lub "niewolniką cycka". Karmię piersią moje dziecko bo mogę, bo chcę, bo się zapoznałam z dużą ilością informacji na ten temat i doszłam do wniosku, że to jest najlepsze co mogę robić, bo jestem przekonana, że to jest najlepsze, a ja będę robiła to co MNIE przekona i to co JA myślę, że jest najlepsze a nie to co innych przekonuje i to co inni myślą, że jest najlepsze. Tak więc, proszę przestać pytać mnie zdziwieni i z niezadowoleniem czy jeszcze karmię piersią swoje dziecko, zróbcie to z miłą miną i szczerą ciekawością lub nie róbcie tego w ogóle. Proszę pomyśleć, czy by się Wam podobało pytanie z krzywą miną, jakby to było obrzydliwe, "jeszcze się kochasz ze swoim mężem????"? Nie wypada, nie? No to też nie wypada pytać z krzywą miną czy jeszcze karmię piersią moje dziecko. Może myślicie, że to nie jest to samo, ale z mojego punktu widzenia to też jest robić krzywą minę na coś co nie powinno spowodować takiej reakcji bo, czy nam się to podoba czy nie, JEST NATURALNE.


JEŻELI CHCESZ WIEDZIEĆ JESZCZE WIĘCEJ, TU ZOSTAWIAM DODATKOWE NOTATKI DO TEGO POSTU:

1. Jeżeli ktoś się zastanawia, jak długo mam zamiar jeszcze karmić piersią: nie mam pojęcia, nie mam na to planu. Moja nadzieja i moja wizja jest taka, że się stanie to samo co ze smoczkiem: czyli sam zdecyduje, kiedy nie chce więcej. Ja go nie zmuszam ale też nie odmówię.

2. Jeżeli ktoś się zastanawia co mnie tak przekonało, żeby chcieć go karmić piersią (oprócz tego oczywistego, że to naturalny sposób karmienia), dla tych co lubią też mieć informację od ekspertów, mogę powiedzieć, że też znalazłam sporo informacji na ten temat z książek oraz konferencji z Carlosa Gonzaleza oraz Julio Basulto, tak jak ze Światowej Organizacji Zdrowia, WHO (World Health Organization), którzy zalecają karmić piersią do dwóch lat przynajmniej, ale podkreślając, że tak na prawdę najlepiej jest robić to do póki matka i dziecko będą chcieli (czyli przestać jak jeden z nich zdecyduje, że już nie chce).

3. Tak czy inaczej, nie powinnyśmy potrzebować takie organizacji jak WHO, żeby rozumieć, że karmić piersią jest najlepsze dla dziecka. Powód jest tłumaczony tak dobrze przez Julio Basulto we swojej książce Se me hace bola, że zostawiam Wam tutaj cytat od tej książki, tłumaczone przeze mnie:
Fakt, że karmienie piersią jest najlepszym sposobem żywienia małego dziecka jest udowodnione naukowo, tak jak mówiłem, ale i tak nie jest to potrzebne. Czy potrzebujemy nauka po to, żeby wiedzieć, że nasze zęby służą po to, żeby żuć, nasze oczy po to, żeby widzieć i nasze nogi po to, żeby chodzić? Czy potrzebujemy studia naukowe, które udowodniają, że śmiać się jest zdrowe? Kiedy słyszę swoich dzieci jak się śmieją jestem całkiem pewny, że to jest dobre, nie potrzebuję szukać bazy danych gdzie są studia naukowe o ludzkości, żeby to sprawdzić. (...) Karmić piersią jest naturalnym sposobem żywienia niemowląt i nie jest logiczny szukać dowodów naukowych, lub skomplikowane studia, które udowadniają, że jest "lepsze" lub "zdrowsze" niż sztuczne mleko. A skoro jest "normalny", nie ma sensu podać jakie są od tego tytułu korzyści. Tekst, o którym napisałem wcześniej, podpisany przez Komisję Europejską nie wspomina o korzyściach karmienia piersią. Dlaczego? "Ponieważ karmienie piersią jest naturalnym sposobem (i jest czymś specyficznym dla naszego gatunku), żeby karmić potomstwo człowieka a więc nie potrzebne są dowody, które to potwierdzają."
4. Też mi się wydawał bardzo ciekawe komentarz, które czytałam też w książce Julia Basulto Se me hace bola, lecz ten cytat jest z pediatry Adolfo Gómez Papí:
Jest możliwe, że niektóre lekarzy boją się podać tą informację kobietom [...] żeby nie uradzić skłonności lub uczucia matek, które nie karmią piersią. Jednak,  powinni oni wiedzieć, że według różnych autorów kiedy matki się dowiedziały a posteriori o ryzykach i uszkodzenia już podjętej decyzji narzekały, że nie zostały dobrze poinformowane.
5. Tak więc, jeżeli ktoś chce wiedzieć, jakie są ryzyka związanym ze sztucznym karmieniem, poniżej zamieszczam tłumaczone z książki Julia Basulto ryzyka:
Możliwe problemy, które może spowodować karmienie sztucznym mlekiem (...) mogą zostać podzielone krótkoterminowe lub długoterminowe. Tak więc, niemowlęta, które nie były karmione piersią przez pierwszy rok życia (krótkoterminowe) przedstawiają większe ryzyko wystąpienia:
  • Atopowego zapalenia skóry, problemy z oddychaniem i astma, jeżeli te dzieci należą do rodziny z ryzykiem alergicznym
  • Martwicze zapalenie jelit (83% przepadków są spowodowane przez żywienie po porodzie mlekiem modyfikowanym)
  • Śmiertelność u dzieci, które jeszcze nie skończyły 3 lata
  • Zespół nagłej śmierci łóżeczkowej
  • Choroby zakaźne (zakażenia przewodu pokarmowego, infekcje dróg oddechowych oraz infekcje przewodu moczowego). Kiedy mają miejsce są poważniejsze i powodują więcej hospitalizacji
  • Gorsze rozwój psychomotoryczny i społeczny przez pierwszy rok życia
Długoterminowo, zwiększa się szansa wystąpienia: 
  • Raka piersi przed menopauzą i po menopauzie w dojrzałym wieku
  • Próchnica, gorszy rozwój twarzoczaski i żuchwy, oraz większa potrzeba ortodontycznych korekty
  • Celiakia, choroby autoimmunizacyjne, choroby/stany zapalne jelit, cukrzyca oraz niektóre rodzaje raka, takie jak białaczki i stwardnienie rozsiane w dojrzałym wieku
  • Przepukliny pachwinowe
  • Niższe oceny w testach poznawczych oraz z IQ, jak również gorsze wyniki z matematyki
  • Gorszy wzrok w wieku szkolnym
  • Gorsza odpowiedź immunologiczna na szczepionki
Poprzedni dany pochodzą z Comité de Lactancia de la Asociación Española de Pediatría (Komitet Karmienia Piersią Hiszpańskiego Stowarzyszenia Pediatrii). (...)
(...)
Kobieta, która nie karmi, będzie miała większy ryzyko wystąpienia: 
  • Raka piersi i jajnika
  • Większe miesięczne straty krwi
  • Większy krwawienie po porodzie i wolniejsze inwolucji macicy
  • Czas powrotu do wagi sprzed ciążą jest dłuższe
  • Mniejsze odstęp pomiędzy porodami
  • Złamania osteoporotyczne
6. I na końcu, coś co mi się wydawało ciekawe - z tej samej książki Julia Basulto. Przed jej przeczytaniem nigdy nie zastanawiałam się nad poniższymi konsekwencjami:
Wady związane z żywieniem niemowląt sztucznym mlekiem, które mają wpływ na kobiety, rodzinę i społeczeństwo: 
  • Rodzice częściej muszą wziąć zwolnienie z pracy (przez to, że dzieci częściej chorują)
  • Straty finansowe dla systemu ubezpieczeń społecznych
  • Większe nakłady finansowe, spowodowe:
    • zakupem sztucznego mleka, 
    • zakupembutelek, smoczków,
    • większe zużycie wody,
    • zużycie energii, niezbędnej do podgrzania wody,
    • zakup produktów do sterylizacji i lekarstwa dla niemowlaka
  • Więcej odpadów i większa konsumpcja energii (co też ma wpływ na środowisko)
  • Większa częstotliwość korzystania z usług służby zdrowia
  • Czas spędzony na przygotowanie i odżywienie (co naturalnie powoduje, że ma się mniej czasu dla rodzinny).

No hay comentarios:

Publicar un comentario

Me he mudado, ahora ya no escribo más en este blog. Tienes todas las entradas de este blog más las nuevas que sigo escribiendo semanalmente en mecachismama.wordpress.com

¡Gracias por visitarme, comentar y/o compartir!