jueves, 26 de mayo de 2016

Minipost: rok_temu - zarejestrowanie auto w Niemczech


Kurcze, a to byłoby taki ciekawy post, no nie? A okazuje się, że już niewiele z tego pamiętam! Bo tak, ja to zrobiłam, a nie Tata. A myśleliście, że Tata się będzie tym zajmował? No wiecie co?

To czemu o tym piszę dzisiaj? Bo dzisiaj znowu z ciekawości oglądałam zdjęcia z tamtego roku, żeby zobaczyć, co ja robiłam dokładnie rok temu. I się okazało, że dokładnie rok temu dziś zarejestrowałam auto w Niemczech!

Pamiętam, że pierwszą rzecz, jaką musiałam robić, żeby móc używać auto w tym kraju, to dostać taką zieloną naklejkę, która potwierdzi, że moje auto nie zanieczyszcza zbyt mocno, czy coś takiego (proszę mi poprawić w komentarzach, jeżeli się mylę). Co zresztą mi się wydaje po prostu inny sposób, żeby zabierać od nas pieniądze, bo do tej pory wszystkie auta jakie widziałam mają tą naklejkę, nawet super stare auta, które nie wyglądają zbyt "ekologiczne"... 

Pytałam się na facebooku w różnych grupach. Na polską grupę mi powiedzieli, że nawet na stacjach paliwa mogę to kupić, czy na warsztatach. Pary osób twierdzili, że tak zrobili, więc na pewno można. Jednak ja musiałam to robić bez auta (w tamtych przypadkach zobaczyli auto, żeby wiedzieć, czy może dostać naklejkę) bo musiałam iść z Antkiem ale nie miałam dla niego fotelika do auta, więc musiałam to załatwić na nogach, czyli z dowodem rejestracyjnym po prostu. W innym grupie mi powiedzieli, że muszę iść do AMD TUV, że tam dadzą tą naklejkę. Jak tam byłam, powiedzieli mi, że muszę iść do taki "AMD TUV" na taką ulicę (Am Romerhof 15, jakby ktoś był zainteresowanym), bo tylko tam robią dla obcych rejestracjach. Tam na miejscu pokazałam dowód rejestracyjny i dali mi tą naklejkę (5 euro). 



Później, jak zmieniliśmy rejestrację (kolejna rzecz, która kosztowała sporo kasy + znowu 5 euro za zieloną naklejkę z nowym numerem rejestracyjnym), co było potrzebne po to, żeby móc auto tutaj ubezpieczać, trzeba było pojechać do urzędu w innym miejsce przez to, że nie mieszkamy we Frankfurcie. To był mój pierwszy wyjazd autem sama w Niemczech. Nie powiem, trochę się stresowałam. Był moment, w którym mnie trąbili bo za wolno jechałam autostradą, to musiałam wychodzić na stację paliwo, żeby się uspokajać, i dopiero wtedy jeździć dalej. Ale cóż, udało się. Musiałam czekać baaaaaaaaaardzo długo, z Antkiem w nosidełko, starając się go rozbawić jak się dało -śpiewając i tańcząc w urzędzie- ale na szczęście, udało się wszystko załatwić i zmienić plakat. Więc, chociaż jazda i czas czekania na miejscu nie były fajne a w dodatku wtedy nie wiedziałam nawet, czy się uda, czy będzie mi czegoś brakowało, i też nie wiedziałam, czy urzędnicy będą mówić po angielsku (tak, mówił) a ja ani słowa po niemiecku...co dało dodatkowy stres; jednak muszę powiedzieć, że jak się udało się czułam super fajnie, że mimo wszystko dałam radę sama robić wszystko, bez pomocy, bez języka :P Chcieć to móc!


No hay comentarios:

Publicar un comentario

Me he mudado, ahora ya no escribo más en este blog. Tienes todas las entradas de este blog más las nuevas que sigo escribiendo semanalmente en mecachismama.wordpress.com

¡Gracias por visitarme, comentar y/o compartir!