martes, 19 de abril de 2016

Czemu jest nam tak trudno czuć empatię do dzieci?

(Esta entrada en español aquí).

Od kiedy się zaczęło sezon na przeziębienia byłam już kilka razy u pediatry z Antkiem. Pary razy było tam pełno osób (przejęli nam dlatego, że Antek był chory i domyślam się, że nie mogą nie przejąć chorego dziecka) i musieliśmy sporo czekać na poczekalnie, gdzie jest kilka zabawek. Był taki jeden raz, w listopadzie, gdzie podczas czekania, niektóre dzieci by wchodziły i wychodziły a my byśmy dalej czekali. Ale był jeden, który był cały czas z nami, prawdopodobnie dlatego, że jego siostra też była chora, i też musiał długo czekać. Nawet jak jego siostra wchodziła, on dalej czekał na poczekalni z babcią. Tak więc nasza czwórka była cały czas jak inni teraz byli a zaraz już nie.


Czemu zdecydowałam, że warto pisać o tym post? Dlatego, że mi dał sporo do myślenia... Dziecko na pierwszy rzut oka wyglądał na typowy rozrabiaka, niespokojny, czy może nawet mały rozpustnik... Bawił się z zabawkami w trochę "brutalnym" sposobu, co chwilę jego rodzina by zwracała na niego uwagę, cały czas się ruszał i cały czas coś robił... Z upływem czasu -bo czekaliśmy ponad godzinę a przez godzinę można wiele zobaczyć- zauważyłam, że jednak nie był taki jak mi się wydawał na początku, że on był takim dzieckiem jak każdy, który chciał tylko, żeby zwrócili na niego uwagę. Dzieci lubią jak patrzymy na nich i, jeżeli nie osiągną to "w dobrym sposobu", to osiągnąć będą za wszelką cenę. Dorośli powinniśmy po prostu się nauczyć zwrócić na nich uwagę jak spróbują "w dobrym sposobu". Dla tego dziecka nie było to łatwe, bo mama była z młodszą siostrą (niemowląt, który jeszcze nawet usiąść nie umiał) i babcia z telefonem... Uważam, że żadna z nich nie jest usprawiedliwiona; wiadomo czemu babcia nie usprawiedliwiam, ale mama też nie, bo może i była z małym dzieckiem, ale mogła od czasu do czasu mu coś powiedzieć, coś więcej niż "nie rób tego" lub "nie wolno". Nie zrozumiałam ich języka, ale ton, gesty i reakcja dziecka wystarczyły, żeby wiedzieć, że coś takiego do niego mówiły.

Jednak, nic z tego co do tej pory opowiadam jest jakoś zaskakujący, takie rzecze się często dzieją, często widzimy takie sceny. Mogę też powiedzieć, że jak wchodziłam z Antkiem na poczekalni patrzył na nas bardzo niezadowolony (prawdopodobnie bo co chwilę mu kazali czegoś nie robić, żeby Antka nie krzywdzić, bo młodszy, czy może, żebym coś zostawił Antkowi pod hasłem "jest mały, daj mu się bawić", bardzo typowe zdania, które często słyszymy). Więc, w którym momencie ja zauważyłam, że to dziecko nie był takiego rozrabiaka ani rozpustnika? Kiedy zauważyłam, że jedynie co chciał był trochę uwagę? Stało się to w momencie, w którym miałam Antka w rękach i zaczęłam z nim nucić wymyślaną melodią, ruszając się z nim jakbym tańczyła, a Antek na moich rękach ruszał taki jajko grzechotka i robił też muzykę. Wtedy dziecko, który do tej pory nas nie bardzo lubił, zaczął śpiewać piosenkę używając kawałek toru tramwajowego jako mikrofon i nagle jego twarz się zupełnie zmienił. Był super zadowolony podczas śpiewania, ja się uśmiechałam bo myślałam, że jest super słodki i super śmieszny a on był super zadowolony i patrzył cały czas na mnie z wielkim uśmiechem. Na poczekalni, oprócz babcia tego dziecka (matka już wchodziła do pediatry z córką), była też jakaś matka z córką kiedy to się zaczęło. Ta druga matka i ja się uśmiechałyśmy patrząc na to, jak dziecko był super szczęśliwy śpiewając; babcia wyglądała, jakby nie wiedziała do końca jak reagować (?) Dużo czasu minęło zanim babcia się do niego uśmiechała (a z mojego punktu widzenia trudno było się nie uśmiechać... to tak odruchowo samo wychodziło), w końcu się też uśmiechała i trochę wyglądało, jakby to zrobiła tylko dlatego, że my też się uśmiechamy, żeby nie było. Sytuacja trwała do momentu, w którym babcia nie pozwoliła mu dalej śpiewać i on się obraził. Przestał śpiewać na chwilę, ale znowu zaczął. Już nie pamiętam czy przestał dlatego, że babcia znowu coś powiedziała czy dlatego, że ja przestałam na reszcie nucić przez to, że Antkowi się to już nie podobało.

Później wychodzili na zewnątrz a ja myślałam, że dlatego, że dziecko chciało wychodzić bo miał dosyć siedzenia w poczekalni. Jednak widziałam, jak babcia zapaliła papierosa... Dziecko patrzyło przez okno i ja robiłam taka mina jakbym się zdziwiła a on się śmiał. Wchodził do poczekalni znowu, żeby patrzyć przez okno na swoją babcię, która została na zewnątrz, ale ta nawet nie patrzyła na niego bo się oddalała podczas palenia papierosa...

No cóż, nie muszę dalej opisać co się stało. Myślę, że to już wystarczy. Chcę tylko powiedzieć, że na samym końcu, w takim momencie jak nikt się tego nie spodziewał, bo nic takiego się nie stało, dziecko się zbliżał do babci, przytulał ją i zaczął płakać strasznie mocno. Babcia musiała go przytulać i uspokoić i dość długo jej to zajęło bo dziecko nie mógł przestać płakać, bo na prawdę mocno to zrobił.


Cel tego postu nie jest krytykowaniem, lecz nadzieja, że trochę myślimy o tym i zrobimy małą refleksję. Dzieci potrzebują uwagę, a uwaga czasami znaczy tylko patrzyć na nich i się uśmiechać (jak śpiewał był bardzo szczęśliwy a jedyne co robiliśmy było właśnie to, patrzyliśmy i się uśmiechaliśmy). Czemu nie pozwolić dziecku dalej robić coś, co nikomu nie przeszkadza, z czym dziecko jest szczęśliwe? Było oczywiste, że nam nie przeszkadzało, uśmiechałyśmy się do niego a to, że dziecko było szczęśliwe, było też oczywiste. Czemu musiał przestać? Myślę, że dość dużo dorosłych, niestety większość, ma bardzo mocny brak empatii do dzieci, nie potrafią postawić siebie na ich miejscu i zrozumieć czemu robią niektóre rzecze, czemu płaczą, czemu się boją...

A może to co powinniśmy robić dorośli to po prostu wziąć sobie coś, używać jako mikrofon, i zacząć sobie śpiewać jak dziecko na poczekalni, nieważne gdzie...



No hay comentarios:

Publicar un comentario

Me he mudado, ahora ya no escribo más en este blog. Tienes todas las entradas de este blog más las nuevas que sigo escribiendo semanalmente en mecachismama.wordpress.com

¡Gracias por visitarme, comentar y/o compartir!