jueves, 28 de enero de 2016

Jak przetrwać wirus zołądkowy z małym dzieckiem?



No, jak? Bo tytuł to był pytanie, a nie to, że ja teraz będę tutaj napisała odpowiedz... Nie, to jest pytanie dla Was, bo ja jeszcze nie wiem jak to zrobić... A już mam za sobą trzeci wirus żołądkowy od kiedy mam Antka. Kiedyś napisałam o tym jak jest być chora jak masz dziecka z mojego punktu widzenia. No cóż, teraz przeziębienie wydaje mi się głupotą w porównaniu z tym.


Najgorsze z tego wirusa jest fakt, że dość szybko się zaradzi między bliskimi (przez ślina podobno, więc wystarczy pary całusów lub się dzielić jedzeniem i już go masz). Z tego co wiem, do tej pory zawsze dostałam go od Antka (może pierwszy raz nie, z tego nie jestem pewna, ale drugie i trzeci na pewno). Ten fakt, że szybko się zaradzi między bliskimi znaczy, że szybko nie będzie nikogo, kto będzie mógł dbać o dziecku, a to znaczy, że trzeba wziąć siłę nie wiadomo skąd i działać...

Nie wiem jak u Was, ale u mnie te trze ostatni razy były takie hardkorowy (nie jestem pewna czy tak się mówi, ale fajnie brzmi), że pozycja na siedząco była zbyt męcząca, mogłam tylko leżeć - tak słabo się czułam. 

Jak miałam to pierwszy raz (od kiedy mamy Antka) on miał 8 miesięcy i jeszcze nie raczkował, więc położyłam go na podłogę i trzymałam kciuki, żeby chciał się tam sam bawić, na leżąco. Ja położyłam się na sofie i patrzyłam na niego. Tyle pamiętam z tego pierwszego razu. Wygląda to proste, ale jednak jak trzeba było wstawać, żeby iść do toalety, czy zmienić mu pieluchę, czy nawet wziąć go na rękach... to były prawdziwe wyzwania...

Drugi raz jak to miałam byłam u rodziców. Na szczęście, ten pierwszy najgorszy dzień, mogłam się położyć i spać jak moje rodzice -a później mój brat i bratowa- spędzali czas z Antkiem (na szczęście już minął ten moment, gdzie nie chciał się ze mnie rozdzielić, lub po prostu zrozumiał, że jestem chora, nie wiem, ale był super grzeczny). Na drugi dzień już nie miałam wyboru i musiałam wstawać i się nim zająć, bo moja mama złapała wirus, spędzała bardzo złą noc a teraz była jej kolej na leżenie w łóżku.

Trzeci raz był pierwszy weekend po powrocie z Polski (byliśmy tam na święta). Przepuszczam, że Antek wziął go u pediatry, jak byliśmy przez to, że kaszek miał znowu (czy ciągle? bo chyba cały czas ma od października). Oczywiście zaradził mnie i prawdopodobnie ja zaradziłam Tacie... Antek szybko to przeszło - raz wymiotował i po sprawie (dla Antka najgorsze raz był w Hiszpanii, tam cały czas wymiotował, że aż cztery razy musiałyśmy zmienić pościel). Dla mnie i dla Taty było teraz okropne. Chyba nie muszę tu opisywać co się działo, wszyscy wiecie, jak wirus żołądkowy wygląda. Mogę powiedzieć, że ze wszystkich trzy razy, ten był najgorzej. Więcej nie powiem. Znowu strasznie słabi, stać prawie nie mogliśmy, tylko leżeć, znowu. Nikt, kto mógłby się zająć Antkiem. Rano, do póki się nie czuł jeszcze najgorzej, Tata był z Antkiem. Jak zaczął się czuć już zbyt źle, poszedł do łóżka a ja spróbowałam się nim zająć. Zrobiłam to w takim sposób, że po prostu leżałam w sofie a Antek się sam bawił. Trzymałam kciuki, żeby mu się nie chciało nagle wspinać nad półką czy coś w tym stylu. Około 12 już nie wytrzymałam, musiałam się położyć porządnie. Wzięłam go, poszłam do pokoju, zamknęłam drzwi, wzięłam wszystkie możliwe niebezpieczne rzecze, i położyłam się w łóżku i dałam mu się bawić sam... W pewnym momencie on też przeszedł spać z nami. Po drzemce się trochę lepiej czułam. Wieczorem w ogóle wyszłam z domu do sklepu, kupić sucharki, bo zaczęłam czuć głód. Tata mówił, żebym zostawiła Antka w domu, ale ja czułam, że muszę wziąć wózek, żeby się nim trzymać, bo inaczej chyba nie dam rady chodzić - tak słabo się czułam. A wózek pusty to trochę głupio by wyglądał. 



Do końca dnia biedny Antek musiał się sam bawić, jak rodzice leżeli jak po najgorzej kac na świecie.

W takich momentach, rodzina lub inni bliski, które mogliby się zająć Antkiem na kilka godzin, są na prawdę cenne.

A wy jak robicie w takich sytuacjach? Macie blisko rodzina do pomocy?

No hay comentarios:

Publicar un comentario

Me he mudado, ahora ya no escribo más en este blog. Tienes todas las entradas de este blog más las nuevas que sigo escribiendo semanalmente en mecachismama.wordpress.com

¡Gracias por visitarme, comentar y/o compartir!