viernes, 6 de noviembre de 2015

O stymulacji dzieci

(Puedes leer esta entrada en español aquí).

Obecnie można często słyszeć o stymulacji dzieci. No dobra, przynajmniej tak jest jak masz małego dziecka. Dlatego zdecydowałam napisać trochę na ten temat, i też umieścić fragmenty książki Carlosa Gonzaleza, z którym się znowu zgadzam (i który ma też informację ze studia, potwierdzające jego opinię). W tym sposób, jeżeli ktoś miałby mi dawać pomysły na stymulacji mojego dziecka lub miał mnie pytać czemu nie robię tego lub tamtego z nim, to mam nadzieję, że po przeczytaniu tego posta zmieni zdanie. Nie chcę z tym postem przekonać nikogo, żeby zmienił zdanie, każdy ze swoimi dziećmi robi jak uważa, a do póki będzie to robione z szacunkiem i z miłością, będzie dobrze. Po prostu piszę o tym po to, żeby mnie zrozumiano.


Zaczynam od tego, co Carlos Gonzalez napisał, od razu, bo on zawsze wszystko tłumaczy w bardzo jasnym sposobem. Znowu fragmenty są z jego ostatniej książki Creciendo juntos:

"W 2011r, potwierdzając zaleczenia z 1999r., Amerykańska Akademia Pediatrii (AAP) zalecała, żeby dzieci, które jeszcze nie mają 2 lata nie oglądały TV (ani tablety ani laptopy lub inne ekrany). To jest związane z tematem hiper-stymulacji. Są programy w telewizji i DVD, niby edukacyjne, które się reklamują jak programy dla niemowlaków. Tak mówi na ten temat AAP:

'Czas zabawy bez reguły jest bardziej wartościowe dla mózgu w rozwoju niż patrzynie na jakikolwiek sródło elektronicznego.'


Zabawy bez reguły. Zabawa, w której dziecko może robić co chce, jak chce, kiedy chce, bez trzymania się absurdalnych reguły dorosłych. Ponieważ zabawa jest zbyt ważna w rozwoju dziecka.


Dawno temu ktoś zauważył, że dzieci, które nie dostały dużo stymulacji mieli opóźnienia w rozwoju psychomotoryczny. Jak mówiono "mało stymulacja" chodziło o dzieci, które były prawie podrzutki, w sierocińce, gdzie było za mało personelu (w dobrych sierocińcach dzieci mają wystarczająca stymulację). Chodziło o brak normalnej stymulacji, tej co każde dziecko dostanie na co dzień. Niestety, jak ludzie zaczęli o tym mówić to zdanie się zmieniło, aż w końcu zostało coś w rodzaju 'jeżeli bardzo stymulujesz swojego niemowlaka będzie geniuszem'.


Nie, dziecko nie potrzebuje dużo świateł i dźwięki bez sensu, które będą go podekscytować. Potrzebuje spokoju, i czasu, i prawdziwych sytuacji, i rzecze, które się zmieniają powoli, i czas, żeby myśleć o nich, i obecność rodziców, którzy mu odpowiadają i prowadzą i pomagają interpretować świat. I proszę nie pomyśleć 'ja nie umiem tego robić' i, że trzeba będzie czytać książkę lub zrobić szybkie szkolenie o stymulacji psychomotorycznej, bo to jest bardzo łatwe i każdy umie to robić. Zrobili to nasze dziadkowie i zrobili to prapradziadkowie naszych prapradziadków: na początku tylko przytulali swoich dzieci i kołysali i szeptali i śpiewali, potem pokazali rzecze i się uśmiechali do nich i je popierali, potem opowiadali bajki i pokazali rysunki i tłumaczyli świat. Ale tylko na chwilę. Przede wszystkim byli tam i pozwolili, żeby dziecko zrobił wszystko w swoim tempie.


Czasami niemowlak lub dziecko potrzebują, żeby rodzice byli z nimi, koło nich, mówiąc rzecze i patrząc na nich i współdziałając z nimi bezpośrednio, a czasami potrzebują, żeby im dali spokój. Nie chcą zostać sami, tylko w spokoju. Żebyśmy je nosili w milczeniu lub, żebyśmy byli blisko, dostępni, może mówiąc coś od czasu do czasu ale pozwalając, żeby badali świat, żeby go rozmyślali.


Jest teraz jakby strach przed "pustką", jakby taka potrzeba, żeby wypełnić każdą godzinę dla dziecka. Niech się nie nudzą! Niech nie stracą czas! Przecież nudzić się i stracić czas są ważne rzeczy. Pamiętam jak spędziłem szczęśliwe godziny mojego dzieciństwa patrząc jak spadały krople deszczu po oknach, lub słuchając wiatr w drzewach. (...) Na szczęście mój tata nie miał pieniądze, żeby mnie zapisać do czegoś poza szkoły. (...)


Catherine L'Ecuyer w książce Educar en el asombro pisze, że nie jest to logiczny 'stymulować' cały czas niemowlęta i małych dzieci, a później się dziwić, że nie mogą na chwilę usiąść.' "


Dziś fragment, który napisałam z tej książki, jest dość duże. To pary strony książki, które bardzo mi się podobały. Osobiście jako matka po raz pierwszy (czyli bez doświadczenia drugiego dziecka), czasami się zastanawiałam, czy nie "stymuluję" Antka za mało; czasami bywały z nim takie ciszy, które sama nie wiedziałam czy były dobre, ale byłam zmęczona i nie wiedziałam już co mam powiedzieć lub z nim robić; czasami on zaczął sam się bawić i się zastanawiałam, czy nie wypadałoby usiąść koło niego i się z nim bawić... Może wszystko co Carlos napisał jest bardzo oczywisty dla niektórych osób, ale dla mnie był bardzo użyteczny po to, żeby się nie czuć źle jak były te momenty ciszy lub kiedy mu pozwoliłam się sam bawić. Może niektóre osoby już wiedzą to wszystko a może uważają, że jest super oczywisty ale jeżeli chodzi o mnie na prawdę sporo rzecze z książek Carlosa mi pomagały się czuć pewniejsza i spokojniejsza jako matka (czyli to nie jest tak, że czytając jego książki czułam, że on mi powie co mam robić, jak mam "być dobrą matką", lecz dał mi pewność siebie, pewność, że dobrze to robię, czy chociaż nie źle). Poza tym teraz też rozumiem, że dla małego dziecka wszystko jest nowe, więc wszystko jest stymulacją. Wychodzić na spacer jest stymulacją. Zobaczyć jak robię obiad jest stymulacją. Zobaczyć jak rozmawiam z innymi ludźmi jest stymulacją. Zobaczyć jak robię zakupy jest stymulacją. Zobaczyć jak kupuję bilet na s-bahn (to co ja na początku nazywałam "metr, który nie jest metrem"), wsiadać do niego, pojechać do Frankfurtu, wychodzić z pociągu... jest stymulacją. Jeść własnymi rękami jest stymulacją, dotykać jedzenie, jest stymulacją. Dotykać piasek na plac zabaw jest stymulacją. Dla małego dziecka, które niedawno przeszedł na świat, który jeszcze do końca nie rozumie wszystkiego co się dzieje, wszystko jest stymulacją. Dlatego nie rozumiem, po co miałabym jeszcze więcej stymulacji dla niego poszukać. Myślę, że stymulacja która dostanie obserwując wszystko co się dzieje wokół niego jest wystarczająca.

Jeżeli chodzi o media, jak tv i inne ekrany, nie wiem co myśleć. Nie wiem, czy nie powinni mieć z nimi do czynienia w ogóle, czy chodzi raczej o "niech nie spędzi cały dzień przy ekranie". Mam nadzieję, że chodzi o tym drugim, bo w dzisiejszych czasach mi się wydaje trudne robić pierwszy. Dorośli spędzimy sporo czasu przy ekranach, czy to są z komórek, tv czy komputery, a dzieciom to przeciąga bo wszystko co my robimy jest dla nich ciekawe, po prostu. Ja nie mogę uniknąć, że od czasu do czasu Antek bierze komórkę, nie chcę tego uniknąć też dlatego, że jeżeli ja używam komórki ale mu nie pozwolę to wziąć, wtedy komórka stanie się coraz bardziej i bardziej atrakcyjna dla niego. Wolę mu pozwolić ją wziąć, niech zobaczy, że to nic takiego i sam zdecyduje ją olewać. Z drugiej strony przez to, że jesteśmy za granicą jedyne sposób kontaktu z rodziną jest Skype (ok, nie jedyne, ale taki na co dzień i najbardziej podobne do prawdziwego kontaktu), więc też nie mogę/chcę uniknąć tego bycia przy ekranie dlatego, że chce, żeby rozmawiał z rodziną, która jest daleko. No i też mu włączamy czasami piosenki z telewizora, tak; trochę jest to bo nie mamy radia ani nic innego z czego puszczać samą muzykę, ale na szczęście po chwilę w którym może być trochę hipnotyzowany (coraz rzadziej), sam przestanie patrzyć w telewizorze i zaczyna się bawić z czymś innym.

Wracając do stymulacji jest możliwe, że Antek był trochę powolniejszy, niż inne dzieci. Zaczął chodzić później, też raczkował dość późno. Ogólnie jego rozwój motoryczny był później niż u innych dzieci. Ale nie wiem, były też inne rzecze wtedy, jak inne dzieci chodziły i on jeszcze nie, które mi się wydawały, że pokazują, że są postępy (może nie w chodzeniu lub raczkowaniu, ale w innych sprawach) jak kiedy rzucił te formy z różnymi formami na takiej zabawce co ma, lub jak tworzył wieży z klockami lego (gigantyczne lego), albo jak mu prosiłam, żeby mi przeniósł jakąś książkę i wziął dokładnie tą co ja mówiłam, albo jak zaczął sam prowadzić łyżkę do buzi z jedzeniem. Te wszystkie rzecze, które się nauczył pokazały, że się uczył może nie chodzenie, ale w ogóle się uczył i miał postępy. Nie stresowałam się tym, że jeszcze nie chodził jak inne dzieci już to zrobili, czekałam cierpliwie aż to zrobił wtedy jak się czuł gotowy.

* Tak na prawdę wszystko co tutaj napisałam jest bardzo związany z tym co pisałam na poście System edukacji i to jak społeczność chce, żeby wszystkie dzieci były takie same. Myślę, że być zdziwione bo dziecko nie chodzi jak ma "x" miesięcy lub nie robi tego lub tamtego to wina tego, że chcemy, żeby wszystkie dzieci były takie same, nauczyły się rzecze w tym samym momencie i w tym samym sposobie. Każde dziecko jest inne i fakt, że któryś dziecko może chodzić jak ma 7 lub 8 miesięcy (lub nawet wcześniej!) nie znaczy, że trzeba stresować innemu dziecku, które może potrzebuje 14 miesięcy, żeby zacząć chodzić. Ja się nie spieszę, mam dużą cierpliwością i mogę czekać aż Antek zrobi wszystko wtedy, jak będzie się czuł gotowy. Nie wydaje mi się, żeby robienie wszystkiego szybko było ważne, tym bardziej jak mówimy o rzeczach, które - jak chodzenie, wiemy, że będzie to zrobił tak czy siak.

** Zostawiam pary zdjęcia Antka odkrywając świat sam ;) Pierwsze zrobił Karol Nowakowski. Dziękujemy Karol! :D






No hay comentarios:

Publicar un comentario

Me he mudado, ahora ya no escribo más en este blog. Tienes todas las entradas de este blog más las nuevas que sigo escribiendo semanalmente en mecachismama.wordpress.com

¡Gracias por visitarme, comentar y/o compartir!